KLATKA Z TYGRYSEM

Dość powszechnie wiadomo, że Ostrgruda nie jest tygrysem – nie tylko Europy, ale nawet regionu. Zaryzykuję (publicznie) twierdzenie, że nie jest on też chociażby tygrysiątkiem [powiatu]. „– Bo pan, panie Jacku, to zawsze tylko narzeka i smęci!” – odezwą się zaraz głosy nerwowych polemistów. Jako że z natury jestem człowiekiem łagodnym i ustępliwym (poza obszarem ustępów... publicznych), przyjmę ostatecznie ryzykowną konkluzję, iż Ostrgruda to  p o t e n c j a l n y   tygrys.

Jego potencjał biologiczny sprawia, że jest on bardzo żywotny i wciąż jeszcze żyje sobie. „- Ale co to za życie?”- jak posępny chór grecki retorycznie zapyta inna, liczna grupa tych czy owych. Faktycznie – nie jest to życie zbyt porywające w swym przebiegu. Przyjmijmy tezę (idąc na daleko drepczący kompromis), że Ostrgruda tak czy owak egzystuje nadal. To znaczy ledwo żyje, ale żyje. Czyli mizerny to tygrys - wszakże jakoś jeszcze zipie. Ot i sukces ! No a tygrys wciąż żywy jest dużo lepszy od martwego.

KONTROWERSJE W DOKTRYNIE

Oczywiście ten i ów  może kwestionować jakąkolwiek realną wartość zdechłego (jak i półzdechłego) zwierzęcia. Choćby było ono najbardziej pasiaste i futrzaste! Po co komu taki cherlawy anemik w futrze? Pomijam w tym miejscu szersze dywagacje filozoficzne na temat istnienia i niebytu. Powrócimy do tego zagadnienia może innym razem. Rysują się inne problemy. Przyjmijmy, że część mieszkańców i sympatyków naszego grodu nie lęka się uznać miasta Ostrgruda za tygrysa (w stanie głębokiego uśpienia). W ślad za tą tezą nasuwa się dramatyczne pytanie: co w takim razie tygrysy lubią najbardziej? I tu natrafiamy od razu na wątpliwości. Z uwagi na złożoność tego fenomenu prościej będzie raczej ustalić, czego tygrysy nie lubią. Wnikliwa analiza lektury przygód Kubusia Puchatka sugeruje, że może być w tym przypadku kilka nie lubianych elementów dietetycznych. Wieloelementowość tych awersji nie generuje jednoznacznie rozstrzygnięcia. Inaczej mówiąc – są sęki w tym temacie.

TYGRYSIE    MENU

Jeśli przyjmiemy, że tygrysy nie lubią np. miodu, to wysunąć trzeba od razu hipotezę, że słodzone i kandyzowane duby smalone oraz przesłodzone smakołyki programowe (tak obficie serwowane przez lokalne elity samorządowe) są niemiłe naszemu tygrysowi. A nawet mogą mu zaszkodzić. Tymczasem wręcz przeciwnie. Nasz wielki kocur jak gdyby uwielbia ten miód. Nawet nieświeży i sfermentowany. Im więcej słodkich obietnic, tym bardziej tygrys sam się nasładza. Chociaż od dawna bolą go zęby, mimo to wciąż oblizuje się bezwstydnie w samozadowoleniu i apatii. Długo już na tym miodzie nie pociągnie. Od tego słodkiego marazmu musi dostać atroficznego zaniku reszty mięśni...

PROBLEM   ŻARŁOCZNOŚCI

Uczeni tygrysolodzy twierdzą, iż tygrys lubi świeże mięso. Ostrgrudzki drapieżca jada jednak przeważnie padlinę i mięso nieświeże. Najczęściej potem odbija mu się to wszystko bolesną czkawką (przy różnych wskaźnikach). O przewlekłej niestrawności nawet nie wspominam, gdyż zaburzenia żołądkowo-jelitowe naszego tygrysa są przykre w objawach. Raz nawet zwymiotował skonsumowanego burmistrza, ale to było pod wpływem płukania żołądka -wskutek zabiegu referendum lokalnego. Nie wracajmy do dawnych nieżytów, skoro pacjent żyje. Obecnie – zgodnie ze wskazaniami medyków oraz weterynarzy – nasz słabowity ludojad powinien tylko unikać wszelkich afer (zwłaszcza z ciężkostrawnymi daniami). Nie może zatem rzucać się np. na żołędzie jak szczerbaty na orzechy. Warto też życzyć naszemu wielkiemu kotu rozsądnego apetytu i umiaru w łaknieniu (np. zbyt wysokich zarobków dla treserów z samorządu). A także lekkostrawnych acz trzeźwych aspiracji. I przede wszystkim zaniechania wszelkich tygrysich wybryków w odniesieniu do osób bliskich i postronnych. Ponadto - pomyślności (nie zaś bezmyślności). Tym sposobem nikt nie powinien być wbryknięty w maliny... Zaraz – o kogo tu chodzi? Bo przecież Ostrgruda to    w ł a ś n i e     m y !

Jacek Mal