ANTYDEPRESANTY

Sytuacja w Ostrgrudzie jest zawsze zjawiskiem piekielnie ciekawym. Z kolei ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Wszystko zatem gra! Dlatego nie zadawajmy niepotrzebnych i denerwujących pytań: co, po co, gdzie, kiedy i za ile ? Jeżeli np. kondycja samorządu [wybory samorządowe] wzbudzają u kogoś nerwowe drgawki lub go to zdołowało – winien zażyć odpowiednią dawkę leków uspokajających. Możliwie dużą. To wyprowadzi go w porę ze stanu załamania nerwowego lub innej niedyspozycji obywatelskiej.

Objawowo stan taki na ogół zresztą nie jest groźny. Rozdarte na piersi szaty da się pozszywać, a powyrywane z głowy w rozpaczy włosy mogą jeszcze odrosnąć. Nawet wynikłe stąd łysienie plackowate nie jest w końcu aż tak niemiłe dla oka. No bo jeśli zważyć obecne awangardowe trendy w fryzjerstwie stosowanym, co to szerzą się podobnie jak liszaj na głowie oraz dotychczasowe trendy samorządowe, to czemu nie?...

SPOSÓB   NA   NIECAŁE   ZŁO

Zawsze twierdziłem, że szczęście w Ostrgrudzie można osiągnąć dość łatwo! Wystarczy tylko spora porcja antydepresantów. A najpopularniejszym z nich jest nadal alkohol etylowy – zażywany w różnych postaciach i w rozmaitych ilościach. Na ogół nadmiernych. Jednym słowem: prowadzących do zadowolenia z życia - pod warunkiem przepicia. Gdyż tylko osobnik nietrzeźwy może szczęśliwie i w pełni akceptować tutejszą rzeczywistość. I robi to chętnie. Jeśli bowiem w porę nie upije się, to wówczas jego własne - bezlitośnie trzeźwe - spojrzenie może go zabić. Jak bazyliszka... Tylko w razie wystąpienia objawów rzadkiej w Ostrgrudzie choroby abstynencji, stosowanie środków etylowych staje się niemożliwe z założenia. A to, niestety, u tychże nieszczęsnych i niedorozwiniętych osobników może spowodować poważne, zgubne wręcz następstwa. Należy jednak traktować z pobłażliwością i politowaniem te chore jednostki, którym natura lub słabe zdrowie nie pozwala systematycznie zatruwać się popularnymi trunkami. Trudno – jeżeli komuś krajowe wino nie odpowiada z jakichś względów, nie będziemy go do niczego zmuszać! Niech się katuje choćby gazowaną wodą mineralną - aż do puchliny wodnej! ... Żyjemy przecież w wolnym kraju, gdzie każdy swobodnie może wybrać sobie jakiś indywidualny nałóg.

PIGUŁKI   RADOŚCI

Z braku odpowiedniego antydepresantu w płynie (nie każdy ma przy sobie symboliczne pół litra) sięgamy po prochy. Farmacja daje połykaczom spory wybór. Jeśli np. widok przeciągającej się babraniny inwestycyjnej kogoś mierzi, wystarczy garść farmaceutyków o działaniu przeciwdepresyjnym. I od razu mamy poprawę stanu ducha. Graniczącą niekiedy ze szczęściem. W porywach – z euforią. Albo taki widok przeciętnego ostrgrudzkiego śmietnika z przyległościami... Zasadniczo nie ma się czym zachwycać. Tymczasem zażywając antydepresanty widok taki wprawia nas w olśnienie. Cóż za wyjątkowe piękno! Porażające wprost, jeśli dodamy do tego zmysłowość zapachu! Bądź też taki szczery portret części wybranych ojców miasta! Tu nawet ciężki heteryk wpada w zachwyt i ślini się niezdrowo z podniecenia. Szok takich właśnie aparycji – silny jak cios pomiędzy oczy – robi od razu wstrząsające wrażenie. Ze trzy dni trzeba się potem otrząsać. Jak mokry pies, który nieszczęśliwie wpadł do zimnej wody. Okazji do antydepresacji naprawdę mamy wiele. Wystarczy, żeby od rana „chodzić na prochach”. Tak więc sprawdza się ewangeliczne stwierdzenie: „z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”.

LITERACKIE  SPRZĘŻENIA

Gdyby Franz Kafka żył w Ostrgrudzie - to dzięki antydepresantom nie powstałby jego „Proces”. Tylko np. przyjemniejsze „Postępowanie nieprocesowe”. Tomasz Mann nie napisałby też „Czarodziejskiej góry”. No może „Czarodziejską morenę denną” ? Sielską! Oskar Wilde nie spłodziłby ponurego „De profundis”. Tylko bardziej raźne „Na dnie”. Dlatego też nie narzekać mi tu – tylko wziąć sobie, proszę, zalecaną dawkę antydepresantu i szlus...

Jacek Mal